Na naszym blogu pojawiło się już parę wpisów odnośnie diety, treningu czy motywacji lecz ten wpis będzie dla mnie najbardziej istotny a zarazem osobisty. Chciałbym podzielić się swoją historią oraz opisać wszystko to, co sprowadziło mnie do momentu pisania owego wpisu, czyli sytuacji, w której pierwszy raz miałem kontakt z przysłowiowym ,,żelastwem” aż do chwili założenia Physio Gym Academy. Postaram się zebrać prawie dekadę swojego życia w tych paru poniższych zdaniach. Jeśli będzie to długie i nudne, to z góry przepraszam. Krócej się nie dało. Wybaczcie również, że w niektórych zdjęciach zakrywałem twarz ale te miny nie powinny nigdy ujrzeć światła dziennego 😀

Dlaczego?

Chcę aby moja strona w przyszłości została wzbogacona osiągnięciami naszych podopiecznych, ale stwierdziłem, że na samym początku zacznę od siebie. Może wydać się to trochę ironiczne, bo co to niby wniesie? W moim odczuciu wniesie to bardzo dużo, ponieważ często słyszę, że to co wypracowałem przez ten czas przyszło mi łatwiej a niestety nie do końca tak było, ponieważ mało kto zdaje sobie sprawę z jakiego miejsca startowałem a co za tym idzie ile czasu to wszystko trwało, ile błędów popełniłem po drodze oraz jak to wpłynęło na moje życie. Postaram się opisać drogę od zdjęcia po lewej do zdjęcia po prawej.

Tak więc zacznijmy od początku, czyli musimy cofnąć się do 2009 roku. W wieku 14 lat mogłem pochwalić się już fajnym osiągnięciem a mianowicie 20 kilogramami nadwagi… tak nadwagi, nie sukcesami sportowymi. Nigdy nie należałem i dalej nie należę do osób niskich lecz nie zmienia to faktu, że waga 106 kg praktycznie dla nikogo nie będzie powodem do dumy. Teraz w głowie może pojawić się myśl: gdzie byli rodzice, że dopuścili do takiej sytuacji!? Właśnie tu należy się pokłon w ich stronę, ponieważ od kiedy pamiętam zawsze w moim domu było sporo aktywności fizycznej, często spacerowaliśmy i wpajano mi zdrowe nawyki żywieniowe, praktycznie od niemowlaka. No to halo coś tu nie gra, bo skoro piszę o nadwadze a zaraz o aktywności w domu oraz zdrowym odżywianiu, to jak to możliwe??? Niestety są na to dwa proste wytłumaczenia, podjadanie a w sumie lepiej to nazwać ,,obżeraniem się” po kryjomu i uzależnieniem od gier komputerowych.
Kto nie lubi czekolady, chipów, Coca coli czy chociażby kotleta schabowego? Nie znam osoby, która nie miałaby słabość do chociaż jedną z tych rzeczy 😉 Zestawienie z kotletem schabowym może wydawać się dziwne, ale w tym czasie dla mnie to było coś zwyczajnego. W domu jadło się normalnie, lecz dla mnie było to za mało, przez co notorycznie, po kryjomu, opychałem się słodyczami i nie ma co ukrywać – byłem od nich uzależniony do tego stopnia, że jeśli zaczynałem tabliczkę czekolady, to nie byłem w stanie zostawić jej niedojedzonej, chociażby na inny dzień. Jeżeli zestawimy tą chorą miłość do opychania się z uzależnieniem od gier komputerowych, a co za tym idzie godzin spędzonymi przed monitorem komputera, mamy idealną receptę na młodego cukrzyka i zawałowca…
Co mnie skłoniło do owej przemiany? Koledzy? Rodzice? Ani jedni, ani drudzy. Moje zdrowie nie było złe ale zawsze stając przed lustrem widziałem, hmmm, jak by to ująć, nie za bardzo idealną postać samego siebie, lecz pogodziłem się z tym i byłem pewny, że nie da nic się z tym zrobić. Przełomowym momentem była sytuacja, w której zobaczyłem, że w przeciągu trzech tygodni na moim ciele a dokładniej brzuchu pojawiły się rozstępy, lecz nie jakieś malutkie tylko potwornie wielkie, jakby ktoś porozcinał mnie nożem… Zdałem sobie sprawę, że mam dopiero te 14 lat a zaczynam wyglądać źle, tak więc co będzie za 10, 20,30 lat? Mało kogo w tym wieku obchodziło zdrowie, liczył się jedynie wygląd i nie będę ukrywał, że w moim przypadku było tak samo. Przez to jak wyglądałem byłem bardzo zamknięty w sobie i wstydziłem się chociażby ściągnąć koszulkę przy swoich rówieśnikach przebierając się na lekcje w-fu, zawsze byłem tym od stania na bramce i nawet nie chciałem tego zmieniać, bo nie musiałem biegać. Każde testy sprawnościowe, jak się domyślacie, raczej nie wypadały po mojej myśli a przebiegnięci 500 m traktowałem jako heroiczny wyczyn.

Jak to się zaczęło?

Na samym początku musiałem poukładać sobie w głowie czego ja tak właściwie chcę a odpowiedź była prosta – chcę być chudy! Nieważne jak, tylko po prostu chudy! Pierwsza rzeczą o jakiej pomyślałem to dieta, ale to co z tego wyszło dietą raczej bym nie nazwał… Jadłospis był nad wyraz wyszukany i w moim przekonaniu idealnie zbilansowany, czyli jogurt naturalny z otrębami oraz marchewki i tak przez trzy miesiące. Nie wiem co mną kierowało ale jak zobaczyłem, że z wagi zaczynają ubywać kilogramy to myślałem, że odkryłem dietę cud. Mój wyszukany jadłospis oscylował w granicach 1000 kcal dziennie, więc jak się domyślacie waga musiała spadać. Lecz czym by była dieta bez treningu a moim treningiem było bieganie. Wspomniałem wyżej, że nienawidziłem go od dziecka, ale nie znałem innej formy aktywności, która przynosi takie rezultaty. Oczywiście wiedza została zaczerpnięta od kolegów, którzy w moim przeświadczeniu znali się na rzeczy….oj jak ja się myliłem. Pierwsze dystanse, które pokonywałem nie były imponujące, nie przekraczały kilometra, ale nie poddawałem się i z tygodnia na tydzień dystans wzrastał. Nie wiem jak to się działo? Jaka siła pchała mnie do przodu? Wszak kalorie w diecie były na przerażająco niskim poziomie.
Początek metamorfozy, a dokładniej pierwsze trzy tygodnie i fakt, że waga spada, dodały mi przysłowiowych „skrzydeł” bo zawsze żyłem w przekonania, że nigdy nie zrzucę ani kilograma, wiec starłem się biegać coraz więcej i więcej i jeść tyle samo a później nawet mniej. W między czasie pojawiła się siłownia ale o tym później. Pamiętam jak w tym czasie byłem na wakacjach w Bułgarii, warty wspomnienia jest fakt, że był to pobyt na zasadzie all inclusive. Można by się spodziewać, że mając do dyspozycji różnego rodzaju przysmaki grzechem byłoby nie skorzystać, ale nie w moim przypadku, ponieważ byłem tak pochłonięty swoim odchudzaniem, że po powrocie z wypoczynku waga spadła o 5 kg.

Podsumowując, w ciągu czterech miesięcy schudłem z 106 kg do 75… wynik w sumie imponujący, ale jakim kosztem? Po kuracji przez pół roku nie potrafiłem normalnie funkcjonować, ponieważ nie jadłem wcale dużo więcej. Żyłem w przekonaniu, że jak zacznę jeść więcej to znowu będę gruby. Cały czas przysypiałem i byłem rozkojarzony, nawet nie chce myśleć jak wyglądały wyniki moich badań. Jedyna pozytywną rzeczą jaka pamiętam z tego okresu to bieganie, które jeszcze później przez długi czas uprawiałem i staram się uprawiać do dnia dzisiejszego

Siłownia

Podczas mojej pierwszej „redukcji” znajomi namówili mnie abyśmy razem stworzyli swoją prywatną siłownię. Tak jak wspomniałem dieta i jogging stały się nieodłącznymi częściami mojego życia i uważałem, że to mi wystarczy ale pamiętałem jak mój brat ćwiczył ze znajomymi i to w jakimś stopniu mnie inspirowało. Stwierdziłem, czemu nie, może kiedyś będę podnosił te 100 kg jak on
Krop po kroku zaczęliśmy kompletować nasz pierwszy kompleks rekreacyjno – sportowy, który mieścił się w garażu moich rodziców. Znaleźliśmy sprzęt, który kiedyś używał brat, czyli betonowe krążki odlewane w formie z dna wiadra, kilka żeliwnych talerzy, jego ławeczkę i parę drobiazgów. Znajomi poprzynosili wszystko co mieli w domach i nadawałoby się do siłowni. Spotykaliśmy się trzy razy w tygodniu i wałkowaliśmy cały czas te same ćwiczenia, ponieważ myśleliśmy, że tak trzeba. Nikt nie patrzył na technikę wykonywanych ćwiczeń tyko celem był większy ciężar. Warto pamiętać, że moja dieta w dalszy ciągu nie była zbilansowana.
Zapał towarzyszący grupowemu trenowaniu, jak szybko się pojawił, tak szybko znikł a ja polubiłem to i co śmieszne nie chciałem przestawać. Zainwestowałem fundusze i zrobiłem siłownie w swoim pokoju. Umeblowanie pokoju wyglądało następująco: łóżko, mała szafka na ubrania i sam sprzęt treningowy.  Najgorsze jest to, że nieświadomie wpadałem w co raz większą spiralę głodzenia się, ale dla mnie było to normalne i przywykłem do tego, że nie odczuwałem już nawet głodu.
Pewnego razu przeglądając internet napotkałem wpis o makroskładnikach a dokładnie opisie ich działania i źródłach. Nie do końca zdawałem sobie sprawę co to, po co i dlaczego, lecz byłem pewny, że muszą znaleźć się w diecie. Tak wiec jadłem raz dziennie kurczaka z ryżem i warzywami żyjąc w przeświadczeniu, że o to w tym chodzi, ponieważ dostarczałem do organizmu wyżej wymienione składniki. Tak moja przygoda z siłownią trwała przez ponad dwa lata. Ćwiczyłem w swojej siłowni, jadłem tyle co kot napłakał i żyłem w świecie, który był po prostu chory.

Uczęszczając do szkoły średniej a dokładnie klasy drugie stwierdziłem, że byłem już tak wkręcony w tematy związane z siłownią i treningiem, że praktycznie nie widziałem po za tym świata. Uznałem, że przeszedł czas na pierwszy okres „prawdziwego” budowania masy mięśniowej. Wiedzę na ten temat nie brało się z podręczników do fizjologii tylko z doświadczeń innych a kto jest najbardziej doświadczony jeśli chodzi o budowanie masy mięśniowej jak nie kulturyści. Gdzie by człowiek nie szukał to zawsze kaloryka owych sportowców oscylowała w granicach przekraczających grubo 4000 – 5000 kcal, więc trzeba było ćwiczyć i jeść dużo, dużo za dużo. Zaczynając z wagą 86 kilogramów po sześciu miesiącach budowania skończyłem z waga 106 kg (znajoma liczba co?). Ze skrajności w skrajność i na odwrót.  Jeśli jeszcze nie zauważyliście pozowanie to mój przysłowiowy “konik” (nie ma co inwencji nie brakowało) 😀


Pamiętam dobrze, że był to dla nie moment przełomowy, ponieważ zdałem sobie sprawę, że jeśli nie zrozumiem dlaczego tak się dzieje, zawsze będę albo wychudzony albo po prostu gruby i od tego momentu wiedziałem co chcę robić a drogi wyboru miałem dwie – dietetyka lub fizjoterapia. Na odpowiedź nie musiałem długo czekać bo dosłownie dwa miesiące później doznałem poważnej kontuzji, do powstania której przyczyniły się moje ówczesne rozmiary – skręcenie stawu kolanowego z jednoczesnym uszkodzeniem więzadła pobocznego strzałkowego. Stało się to podczas zwykłego meczu w koszykówkę na lekcji w-fu. Spowodowało to, że trafiłem w pierwszej kolejności do lekarza, który kategorycznie zakazał mi biegać i ćwiczyć siłowo, ponieważ w przyszłości będę miał duże problemy z lokomocją. Została zlecona rehabilitacja i na całe szczęście trafiłem do ludzi, którzy przywrócili mi wiarę w to, ze kiedyś będę normalnie funkcjonował. Zobaczyłem ich pracę i zdałem sobie sprawę jaką fizjoterapeuta musi posiadać wiedzę aby wykonywać swój zawód oraz ile wie o ludzkim ciele. Odpowiedz była prosta – wybieram fizjoterapię.

Z kontuzją czy bez i tak ćwiczyłem, ponieważ byłem już uzależniony od sportu i nie wyobrażałem sobie życia bez treningu, ale równocześnie zbierałem wiedzę na temat działania naszego ciała i uczyłem się jak przenieść to na siebie. Pamiętam, że w tym czasie ćwiczyłem ze znajomym i w rozmowie przewinęło się zdanie odnośnie zawodów sylwetkowych. Właśnie w tym momencie zapragnąłem , że kiedyś chce spróbować chociaż wyjść na scenę, aby udowodnić samemu sobie, że mogę.

Fizjoterapia

W momencie rozpoczęcia studiów myślałem, że to jest właśnie to, co chciałbym robić przez całe życie, przez to starałem się chłonąć jak najwięcej wiedzy związanej z fizjologią i anatomią człowiek, aby być w przyszłości dobry w zawodzie i mieć świadomość tego co robię.

Praca fizjoterapeuty w naszym kraju jest niestety bardzo niedoceniana, ale na szczęście świadomość społeczna z roku na rok wzrasta, przez co zawód ten cieszy się co raz to większym uznaniem. Nie ma co ukrywać, do standardów zachodnich jeszcze nam dużo brakuje, ale nie zmieniało to faktu, że chciałem to robić. Równolegle starałem się przenieść wiedzę, którą udało mi się zdobyć na siebie, ponieważ zawsze wychodzę z przeświadczenia, że aby kogoś czegoś nauczyć trzeba samemu to zrozumieć. Z tyłu głowy cały czas siedziała wizja zawodów sylwetkowych i co raz bardziej nakręcało mnie to do przodu. Dieta stała się najważniejsza, każdy trening musiał być na 110%. Nie było wymówek. W sumie jak tak teraz sobie pomyślę, to całe moje życie kręciło się wokół sportów siłowych, ponieważ pracowałem jako trener personalny a na drugi etat zajmowałem się sprzedażą suplementów. Mniej więcej tak wyglądały moje dwa pierwsze lata studiów.

Studia na fizjoterapii wiążą się z ukończeniem wielu praktyk oraz zajęć klinicznych, co pozwala każdemu zapoznać się z tą profesją od strony praktycznej i w jakimś stopniu wprowadzić teorie w życie. Nie ma co ukrywać, że każdy kto sumienie podchodzi do swojego zawodu dużo więcej wyniesie z zajęć praktycznych niż czysto teoretycznych i tak samo było w moim przypadku. Kontakt z pacjentem, pomoc w usprawnianiu, motywowanie do działania oraz co chyba najważniejsze pokora w stosunku do drugiej osoby to czynniki, które pomogły mnie ukształtować na nowo. Równolegle spełniałem się jako trener personalny i przenosiłem wszystkie swoje doświadczenia na to pole zawodowe i co najciekawsze widziałem, że to działa.

Pierwsze spełnione marzenie

Przygotowania do zawodów były jednym z najintensywniejszych okresów w moim życiu. Wszystko musiało być jak w zegarku. Trening, dieta, suplementacja, sen, każdy dzień wyglądał jak poprzedni. Można by powiedzieć, aż do znudzenia, ale wizja obecności na scenie była w tym wszystkim tak motywująca, że nic i nikt nie mógł mnie od tego odciągnąć. Pierwsze wyjście było zaplanowane na marzec 2018 roku i kiedy znałem już dokładną datę to jak dziecko odliczałem dzień za dniem. Nie będę ukrywał, że jeśli poświęcisz się jednemu, czyli w tym przypadku mowa o startach, to inne sprawy odchodzą na drugi plan, lecz trzeba zawsze mieć tą mentalna kotwicę, żeby nie zatracić się i w tym momencie chciałbym wspomnieć o mojej Ukochanej, która wspierała moje działania i dzięki Bogu dalej jest przy mnie.

Może to się wydawać trochę osobiste, ale po tych przygotowaniach zdałem sobie sprawę, jak wiele mogę osiągnąć dzięki niej. Dziękuję za jej cierpliwość i za to, że zawsze mogłem na nią liczyć. Biorąc pod uwagę fakt ile czasu spędzałem w pracy, na uczelni, treningach i w kuchni a Ona cierpliwie to znosiła i pomagała, ponieważ zdawała sobie sprawę ile to dla mnie znaczy, to jest niesamowite. Życzę każdemu, aby znalazł kogoś takiego.
Byłem w pełni zmotywowany, miałem u boku wspaniałą ,,Motywacje”, wszystko było zgrane jak w szwajcarskim zegarku i nic nie mogło mnie powstrzymać. Dzień po dniu realizowałem założony plan.
Tydzień przed zawodami jest bardzo istotny, ponieważ mówi się, że należy być gotowym już na dwa tygodnie przed aby wyjść z tzw. „czystą głową”, lecz równie dużo można poprawić w ostatnich dnia dzięki odpowiedniemu bilansowi kalorycznemu oraz umiejętnie dopasowanemu odwodnieniu organizmu. Miałem wsparcie osoby, która koordynowała moje działania ale jednak odbywało się to na zasadzie prób i błędów, ponieważ nie znałem swojego organizmu jeszcze na tyle, ponieważ jak by nie patrzeć pierwszy raz przygotowywałem się do zawodów.
Nadszedł dzień startów, nie będę ukrywać, że serce waliło mi od samego rana niemiłosiernie i stresowałem się tym jak cholera. Niby będąc dzieckiem brałem udział w szkolnych apelach i występowałem przed publicznością , ale jednak tu sprawa była dużo większego kalibru, ponieważ widownia liczyła nie 100-200 osób ale na pewno kilka jak nie kilkanaście razy więcej. Ale tak naprawdę to nie o wielkość widowni tu chodziło a walkę z samym sobą, a dokładniej z kompleksami, które towarzyszyły mi od małego i czułem, że jest to dla mnie moment przełomowy. Widząc dookoła siebie zawodników z mojej kategorii byłem świadomy, że nie wygram ani nawet nie będę na podium, lecz nie to było dla mnie celem, ja chciałem wygrać z samym sobą i swoimi słabościami.

Moment wejścia na scenę był magiczny, trema i stres momentalnie ze mnie zeszły. Zdałem sobie sprawę, że dokonałem czegoś niesamowitego a zaczęło się to od rozmowy z kolegą podczas treningu w garażu. Kolejna myśl, jaka przewinęła mi się przez głowę, to to, że chcę wyjść jeszcze raz i tak w przyszłości się stało. Co prawda nie plasowałem się w czołówce, ale hej wygrałem i to nie byle z kim, bo z samym sobą. W późniejszym czasie miałem jeszcze przyjemność stanąć na scenie trzy razy, w tym reprezentować swoją uczelnię na Akademickich Mistrzostwach Polski, co również było dla mnie niesamowitym wyróżnieniem.

Tak podsumowując to wszystko, to przysłowiowe „gonienie króliczka” było dla mnie dużo bardziej satysfakcjonujące niż „nagroda”, ale dwóch rzeczy jestem pewien, że żałowałbym, gdybym nie spróbował oraz tego, że kiedyś chciałbym tam wrócić aby chociaż na chwilę poczuć ten klimat.

Drugie spełniające się marzenie

Studiując i jednocześnie pracując jako trener personalny miałem kontakt z dwoma, mogłoby się wydawać podobnymi środowiskami, ponieważ zarówno w fizjoterapii jaki i w pracy trenerskiej mamy do czynienia z ludzkim ciałem. Z czasem zrozumiałem w jaki sposób powinienem realizować swoje powołanie. Każdy kto ma jakieś, nawet nieduże pojęcie o treningu siłowym lub odżywianiu widzi dookoła siebie osoby, które chcą zmienić coś w swoim życiu na lepsze. Jeden chce zrzucić 10 kg aby podobać się żonie a żona chce podobać się mężowi. Znajdzie się osoba, która musi zmienić swoje nawyki, ponieważ od tego zależy jej zdrowie a nawet życie. Bardzo często drogi tych osób krzyżują się w jednym miejscu, czyli siłowni i tu równie często pojawia się problem, że chęci są ale jak się za to zabrać? Jak idziemy do lekarza, lub gabinetu fizjoterapeuty zostajemy zbadani i terapię dopasowuje się na podstawie otrzymanych wyników a idąc na trening czy działając na polu żywieniowym bardzo często zostajemy pozostawieni samymi sobie. W przypadku osoby, która chce zrzucić zbędne kilogramy może się to skończyć frustracją i rozczarowaniem, natomiast gdy ktoś ma przeciwwskazania, to sprawy mogą przybrać dużo gorszy obrót. Zdałem sobie sprawę, że nigdy nie będę osobą spełnioną jeśli będę fizjoterapeutą pracujący na etacie w szpitalu, więc odpowiedź jest jasna. Musi powstać coś, co połączy to co najwspanialsze w fizjoterapii z tym co najważniejsze podczas treningu i tak zrodził się wizja Physio Gym Academy.

Przeprowadzając trening personalny podopieczny zadał mi ciekawe pytanie: „Ile godzin ty tak właściwie spędziłeś na siłowni?”. Co prawda nigdy się nad tym nie zastanawiałem na zasadzie konkretnych liczb, ale był to proste do policzenia, ponieważ prowadziłem dzienniczki treningowe i tak mi zostało do dziś. Wynik trochę mnie przeraził, ponieważ wyszło mi ponad 5200 godzin! Trochę to straszne bo to ponad 216 dni a co za tym idzie ponad 7 miesięcy czasu spędzonego na treningu a mam dopiero 23 lata. Straszne co? Pewnie znajdzie się grono sceptyków ale ja nie mam w zwyczaju kłamać a nie będę ukrywać, że ta liczba mnie przeraziła (nawet nie chce wiedzieć ile czasu spędziłem biegając). Żałuje, że na początku mojej drogi nie znalazła się kompetentna osoba, która pokierowałaby moją motywacją w taki sposób, że ten czas byłby lepiej wykorzystany. Potrafię postawić się w miejscu osoby początkującej, ponieważ każdy kiedyś zaczynał, ale jeśli uzupełnię to o wachlarz doświadczeń wyciągnięty z własnej pracy, swoich błędów to jest mi dużo łatwiej wczuć się w skórę nowicjusza. Cele, które przyświecają Physio Gym Academy są proste ale jakże istotne; ćwiczyć mądrze, jeść zdrowo a to wszystko ma być dla nas przede wszystkim przyjemne i nie utrudniać życia. Pracujemy z osobami, które chcą osiągnąć upragniony cel a nie zawsze zdają sobie sprawę, że owy cel to tylko wierzchołek góry lodowej, ponieważ chcemy aby ich praca nie poszła na marne i stawiamy duży nacisk na kontakt bezpośredni oraz aspekt dydaktyczny. Dzięki temu pojawiają się nowe nawyki, które w konsekwencji zmieniają nie tylko liczby na wadze łazienkowej ale nas samych.

Plany rozwoju Akademii są ambitne, ale nie zwalniamy tempa i na pewno dowiesz się o tym w przyszłości. Ja osobiście również nie zwalniam kroku, ponieważ chcę być kompetentny w tym co robię, tak więc postanowiłem zacząć studia na kierunku psychodietyetyka. Liczę, ze wiedza tam zdobyta pomoże nam dużo lepiej realizować cele naszych podopiecznych w jeszcze bardziej zdrowy i zrównoważony sposób.

Jeśli dotrwałeś do końca to chciałem Ci bardzo podziękować i naprawdę doceniam, że poświęciłeś ten czas aby poznać moją historię. Starałem się zebrać wszystko w paru krótkich zdaniach ale jak zwykle nie udało się Ten powyższy tekst jest dla mnie bardzo waż

 

ny, ponieważ zawsze jestem szczery w tym co robię i chciałbym, aby była to pewnego rodzaju deklaracja, dzięki której będziesz patrzył na Physio Gym Academy oraz moją osobę z innej (mam nadzieje lepszej;) perspektywy.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 × 2 =